Stożek Dale'a – piramida fake'ów?

Jak odróżnić wiedzę od pseudowiedzy? Dlaczego wpadamy w edukacyjne pułapki piramid skutecznego uczenia się, które w rzeczywistości mają niewiele wspólnego z efektywną nauką? W jaki sposób szukać i wybierać źródła wiedzy w sieci oraz weryfikować informacje? Dziś podejmujemy temat, który spędza sen z powiek doświadczonym nauczycielom, pedagogom, psychopedagogom i trenerom edukacyjnym.

W telegraficznym skrócie: nie wspinajcie się na „Piramidę uczenia się”! Dlaczego? Zapraszamy do lektury!

 

O fenomenie piramid, stożków i innych brył

Nie wypada nie zacząć od legendarnej już koncepcji, która jest królową wstępów wszystkich szkoleń. Znana również jako swoisty aksjomat edukacyjny, który chętnie publikują szkoły, uniwersytety, przedszkola czy firmy szkoleniowe. Co więcej, stała się elementarnym ogniwem różnego rodzaju gier, ćwiczeń oraz innych metod aktywizacji grup szkoleniowych, co nierzadko doprowadza do sporych paradoksów, ale te omówimy później. O czym mowa? O „Piramidzie uczenia się”, czyli koncepcji, która jest największą zmienną zaburzającą system edukacji. Zawiera mnóstwo wersji danych, ma wiele nazw (Stożek Dale’a, Piramida Zapamiętywania, Trójkąt Nauczania, Piramida Skuteczności (sic!), Stożek Doświadczenia) oraz wielu autorów, którzy modyfikują ją według swoich potrzeb. 

O co tyle krzyku? Przecież pierwszy kontakt z koncepcją jest rewelacyjny – to prosty, czytelny i zrozumiały dla każdego schemat. Cóż, krzyk dotyczy nieścisłości, przekłamań i niepodpartych badaniami treści. Z koncepcji ma wynikać, jak forma przekazywania informacji wpływa na ich zapamiętywanie. Dywersyfikacja nazewnictwa i autorów powoduje niemałe zamieszanie w poziomach koncepcji, ich procentów retencji oraz samego definiowania, np. w jednej wersji poziom widzenia obejmuje 15%, a w innej 50%. 

Autor książki „Psychopedagogiczne mity”, Tomasz Garstka, o którym wkrótce napiszemy, wspomniał, że Edgar Dale zajmował się tym, jak wykorzystywać materiały audiowizualne w procesie edukacji oraz czym różnią się sposoby przetwarzania informacji przy sięganiu po metody przekazywania wiedzy (od tradycyjnych po abstrakcyjne). Dzięki jego rozważaniom powstał mit – Stożek Dale’a, który doczekał się mnóstwa kopii z przypisanymi procentami, choć w wyjściowej koncepcji ich nie było!

Jak wygląda „Piramida Uczenia się”? 

  1. 10% – tyle zapamiętujemy z czytania (podręcznik, lektura).
  2. 20% – tyle zapamiętujemy ze słuchania (np. wykładu, prelekcji).
  3. 30% – tyle zapamiętujemy z oglądania (zdjęcia, obrazy).
  4. 50% – tyle zapamiętujemy z jednoczesnego widzenia i słyszenia (np. film).
  5. 70% – tyle zapamiętujemy z tego, co mówimy innym (dyskusja, debata).
  6. 90% – tyle zapamiętujemy z jednoczesnego mówienia i wykonywania czynności (praktyczne działania, ćwiczenia, symulacje).

Stożek Dale’a – mnóstwo wątpliwości

Garstka pierwszorzędnie obala mity: Dale uważał, że należy korzystać ze wszystkich metod doświadczania. Zauważył, że uznanie za jedyny słuszny sposób edukacji tylko przez doświadczanie może doprowadzić m.in. do zahamowania procesu generalizacji wiedzy. Ponadto zwraca uwagę na istotny komentarz badaczki z Pennsylvania State University: „Obecne stosowanie i reklamowanie Stożka Dale’a z procentami [...] jako paradygmatu uczenia się jest niewłaściwe etycznie i odzwierciedla, że posiadają oni jedynie płytką świadomość istnienia odpowiedniej literatury w zakresie planowego projektowania środowiska dla efektywnego i skutecznego uczenia się”. Auć! Wskazuje również źródło, które jasno podkreśla, że czytanie to nie tylko efektywna metoda nauczania/uczenia się, lecz również jest to główny fundament dla stawania się «uczącym się całe życie»”. Szach mat!

Trudno nie zgodzić się z tymi wnioskami. Niestety wciąż podczas szkoleń nagminnie przekazywana jest „pseudowiedza” bazująca na procentach z poszczególnych faz Stożka Dale’a. Odnosi się wrażenie, że trenerzy edukacyjni nieświadomie korzystają z Piramidy, promując tym samym nieprawdziwe informacje. To budzi ogromny niepokój, a przynajmniej powinno. Rekomendujemy solidny research treści, zanim trafi w szerszy obieg. 

Centrum znaków zapytania

Postanowiliśmy rozłożyć na części pierwsze absurdalne dane ze Stożka Dale’a, które są przekazywane przez prowadzących na całym świecie podczas szkoleń wartych często nawet kilka tysięcy złotych, zostawiając w przestrzeni mnóstwo pytań retorycznych. Zatem… zapamiętujemy 90% tego, co wykonujemy we własnym zakresie. Czyżby? Co oznacza „robić coś samemu” i jak to robić? Czy wykonywanie jakiejś czynności błędnie również korzystnie wpłynie na zapamiętywanie, czy wręcz przeciwnie? Czy możemy liczyć na informację zwrotną? Od kogo i w jaki sposób? Skąd przekonanie, że treść, którą zapamiętamy, będzie wynikać z „robienia czegoś”, a nie z feedbacku? W jaki sposób okiełznać stres? Zgoda, istnieje szansa na nabycie pewnych kompetencji z wykonywania jakiejś czynności – przecież nie nauczymy się pływać z książki. Niestety nie dotyczy to całego spektrum pozostałych obszarów. Co więcej, nie wiemy:

  1. Co konkretnie oznacza 90%, a co 20%?
  2. W jaki sposób zdywersyfikowano „oglądanie” i „czytanie” (musimy widzieć, żeby czytać)?
  3. Co konkretnie oznacza „dyskusja”? Jeśli dwie osoby wymieniają spostrzeżenia o treściach, których się uczą, to dyskutują? 50% informacji zapamiętujemy z dyskusji. Ale czego rzeczywiście? Słów, które padają? Jeśli tak – czyich? Kogoś? Własnych? Nie oscyluje to już wokół „słuchania”?
  4. Jak zmierzono lepsze zapamiętywanie informacji podczas „słuchania” wykładu niż „czytania” tego samego materiału?

Dodatkowo nie wiemy, czym jest w Stożku Dale’a owo „zapamiętanie”. Nie istnieje żaden opis koncepcji, który wyjaśnia, co oznacza to pojęcie ani co konkretnie zapamiętujemy. Nie wiemy, czy poszczególne poziomy Piramidy powodują, że informacje nie są rejestrowane przez odbiorcę, czy może coś stoi na przeszkodzie, aby to zrobić. Może to zupełnie inny problem, np. koncentracji lub uwagi?

Pora na najistotniejszy aspekt: w jaki sposób to wszystko zostało zbadane? Jakie grupy porównywano? Gdzie metodologia (której zasoby de facto wydają się niemożliwe do wykorzystania)? Wszystkie materiały musiałyby być zgodne ze sobą pod kątem treści i zostać przedstawione poszczególnym grupom oraz zapamiętane różnymi metodami. Impossible exists! Tym bardziej, gdy wartości w Stożku Dale’a są równe i przypadkowe: 10%, 50%, 90% etc.

Nie lubimy zostawiać Was bez odpowiedzi, ale na żadne z powyższych pytań zwyczajnie ich nie znajdujemy. Nie ma ich. Nie istnieją. Nie zna ich nawet Dale, a Piramida/Stożek to po prostu bzdura. W dodatku bardzo szkodliwa.

I tylko wciąż zastanawia fakt, że wciąż tak wiele osób powołuje się na mityczny stożek Dale’a, przekazując fałszywe dane niepodparte żadnymi badaniami. Dlaczego? Dlaczego do tej pory nikt nie skusił się analizę tej teorii? Brak czasu na weryfikację? Być może. Nie szukajmy skrótów. Myślmy. Sprawdzajmy i weryfikujmy. Tylko w ten sposób będziemy mieć pewność, że mamy do czynienia z rzetelnymi informacjami.

A Ty? Znasz „Piramidę uczenia się”? Co o niej myślisz? 

Autorzy: Patrycja Sikora i Dariusz Chrapek

 


„Mapy twoich myśli” Tony Buzan – 10 cytatów z książki

Google Maps z mapami myśli według Tony’ego Buzana ma niewiele wspólnego. Serwis internetowy Cię wyręcza, a mapy myśli wręcz odwrotnie – angażują Twój umysł na 100% i pozwalają budować nieskończone sieci skojarzeń. Metoda Buzana pobudza kreatywność, rozwija umiejętność myślenia, porządkuje całą bazę informacji, którą przetwarza mózg. Wybraliśmy 10 cytatów, które idealnie odzwierciedlają koncepcję mindmappingu i jego zasadności zarówno w życiu zawodowym, szkolnym, jak i osobistym. Gotowi do drogi nie przez mękę?

Być może pomyślisz: „po co mi mapy myśli, skoro wszystko na bieżąco notuję?”. Cóż, linearność ma swoje granice i nie bez powodu np. biblioteki uniwersyteckie często nazywa się publicznymi sypialniami, ponieważ studenci zasypiają nad książkami i zapiskami, przeogromnie znużeni. Aby uniknąć drzemki przy wspólnym biurku między regałami, rekomendujemy kreatywne wykorzystywanie wieloaspektowości Twojego umysłu. Świadomie sięgaj po wszystkie funkcje mózgu (słowa, symbole, liczby, hierarchia, zbiory, analiza, skojarzenia, rytmy, wizualizacja, zmysł przestrzeni, wyobraźnia). Bądź jak da Vinci!

 

  1. „Kimkolwiek i gdziekolwiek jesteś, czytając te słowa, posługujesz się najwspanialszym, najpotężniejszym, najbardziej skomplikowanym i tajemniczym narzędziem w całym znanym nam wszechświecie - swoim mózgiem”.
  2. „Każdy bit informacji docierający do twojego mózgu - każde wrażenie, wspomnienie czy myśl (zawierające słowa, liczby, smaki, zapachy, linie, kolory, obrazy, rytmy, dźwięki, faktury) - możemy umownie przedstawić jako kulę, z której wystają setki, tysiące, a nawet miliony haczyków. Każdy z haczyków symbolizuje jakieś skojarzenie, każde skojarzenie zaś ma ponadto własną sieć dalszych połączeń. Taki system skojarzeń, który składa się na twoją pamięć, można nazywać własną bazą danych albo biblioteką swojego umysłu”.
  3. „Mindmapping uzmysłowi ci, jaką pojemnością obdarzony jest twój umysł, i pomoże zwielokrotnić jego wydajność. Prawidłowe magazynowanie danych usprawnia proces myślenia. Twój mózg może czasem przypominać źle zapakowaną walizkę albo bibliotekę bez katalogu. Mapy myśli są kolejnym krokiem na drodze od myślenia linearnego („jednowymiarowego”) przez lateralne („dwuwymiarowe”) do wielokierunkowego”.
  4. „Fakt, że mamy tak mało wspólnych skojarzeń z danym słowem, obrazem czy ideą, świadczy o tym, jak bardzo się od siebie różnimy. Każdy człowiek jest jedyny i niepowtarzalny. Masz w swym umyśle tryliony skojarzeń, które nigdy nie przyszły i nie przyjdą do głowy nikomu innemu”.
  5. „Pełna moc map myśli ujawnia się, gdy w jej centrum oraz we wszystkich innych miejscach, gdzie to stosowne, umieszczony jest obraz, a nie słowo. Połączenie dwóch zdolności umysłu - werbalnych i wizualnych - potęguje jego kreatywność, szczególnie jeśli tworzysz własne symbole i systemy znaczków”.
  6. „Mapy myśli łączą w sobie dwa rodzaje czynników: zewnętrzne, czyli źródło informacji (książka, wykład, gazeta, telewizja itp.) oraz wewnętrzne, czyli czynności mózgu (podejmowanie decyzji, analiza i inwencja twórcza)”.
  7. „Każdy, kto naucza innych, musi zdać sobie sprawę, że pierwszą lekcją, jaką powinien przekazać uczniom, jest nauka właściwego wykorzystania umysłu. Nauka sprawności intelektualnej jest równie ważna jak rachunki i alfabet”.
  8. „Zmiana paradygmatu oznacza globalną zmianę w myśleniu o podstawowych założeniach przyjmowanych przez ludzkość w danym okresie historycznym. Przykładem jest Darwinowska teoria ewolucji czy teoria względności Einsteina. Są to paradygmaty, które zastąpiły poprzednie systemy myślenia. Mapy myśli są wspaniałym narzędziem zapisu zmiany paradygmatu”.
  9. „Mapa myśli wspomaga i odzwierciedla proces umysłowych poszukiwań i rozwoju”.
  10. „Ponieważ obydwa rodzaje map myśli są ze sobą nierozerwalnie sprzężone, rysując mapy pamięciowe, jednocześnie doskonalimy swoją kreatywność, kreślenie zaś kreatywnych map poprawia nasze zdolności zapamiętywania. To jest jak układ naczyń połączonych”.

I co Ty na to? Zostajesz przy tradycyjnym sposobie sporządzania notatek, czy może skusisz się na niemałą metamorfozę, aby zrobić spory użytek ze wszystkich możliwości Twojego mózgu i zdobywać jeszcze większą wiedzę niż dotychczas? Twój umysł jest wszechstronny, pamiętaj. I nie daj sobie wmówić, że jest inaczej

Autorzy: Patrycja Sikora i Dariusz Chrapek


Tony Buzan, „Mapy twoich myśli” – zapowiedź książki

Za „Słownikiem języka polskiego” (PWN): buzować – „palić się dużym płomieniem”. Za Tonym Buzanem, autorem książki „Mapy twoich myśli”: notuj nielinearnie, twórz schematy w takiej formie, w jakiej działa Twój mózg. Nazwisko geniusza w obszarze umysłu jego funkcjonowania ma wiele wspólnego z wyżej wyboldowanym czasownikiem. Bo czy w trakcie notowania informacji czujesz raczej znudzenie czy może pobudzenie? To zależy. Jeśli zdecydujesz się na koncepcję mind mapping, w Twojej głowie puszczą wszystkie hamulce. Wyzwolisz kreatywność, poszczególne pojęcia będą determinować do rozwijania kolejnych i tak, z tematu wyglądającego na wąski wypłyniesz na szerokie wody, sprawiając, że to, co zmapujesz, nadawałoby się idealnie na wkładkę do encyklopedii powszechnej. Wskakuj na pokład i przekonaj się, że współrzędne Twoich myśli są niemierzalne. 

Tony Buzan - umysłowy rewolucjonista?

Zdecydowanie! W dodatku nie mniejszy od Kena Robinsona (zamierzony person placement). Buzan posiada ogromną wiedzę nt. funkcjonowania mózgu. Techniki uczenia się to jego konik i na szczęście nie zawahał się użyć tych wskazówek, które poprawiają efektywność podczas nauki tysiącom uczniów na całym świecie. W skrócie – Buzan to człowiek, który usiadł i napisał rzecz o kolorach. Jego metoda oscyluje wokół właściwego zapisu myśli tak, aby nieustannie zwiększać potencjał skojarzeń, ćwiczyć pamięć i osiągać najwyższy poziom w zapamiętywaniu tych informacji, które uznasz za najistotniejsze. 

Umówmy się – praca umysłowa to nie przelewki, chociaż dobra kawa z przelewu z pewnością wspomogłaby każdy taki proces. Jak daleko udało Ci się rozwinąć swoją percepcję? A umiejętności kojarzenia? Co z zapamiętywaniem? Przez całe życie wszyscy rozwijamy te czynności, nierzadko potykając się o nie. Jeśli wciąż szukasz dobrej drogi do optymalizacji pracy swojego mózgu i chcesz rzeczywiście osiągać sukcesy w szkole czy w pracy, przybij piątkę metodzie Buzana. 

Pożegnanie z linearnością

I to radosne! Bez łez! Dasz wiarę? Ta niepozorna książka jest solidnym kompendium w zakresie przebiegu procesów myślowych w mózgu. Należy jednak zaznaczyć, że jest to jedna z wielu teorii, stąd przy lekturze powinniśmy zachować naukowy sceptycyzm. Niemniej pomimo uproszczeń i nieścisłości metodyka Buzana jest w stanie przynieść Ci wiele dobrego. Buzan dzieli się z Tobą gotowymi odpowiedziami m.in. z obszaru aktywowania niewykorzystanych dotąd części mózgu. Kolor i symbol – zapamiętaj. Pora na głośne „żegnaj!” w kierunku tradycyjnych sposobów notowania, które zwyczajnie nużą i… są mało lub mniej skuteczne. Dzięki mapom myśli proces uczenia się stanie się łatwiejszy, przyjemny (wyobraź to sobie!), kreatywny, o efektywności nie wspominając. Warto również wspomnieć o uniwersalności tej książki – to nie tylko świetna lektura sprzyjająca uczniom i studentom, ale również nauczycielom, środowiskom akademickim, ludziom biznesu czy absolutnie wszystkim w celu poprawy komfortu życia osobistego. 

Ze wstępu do książki:

„Mamy nadzieję, że czytanie tej książki sprawi ci przyjemność. Powinna ona stanowić zarówno wyzwanie, jak i zachętę. Odkryje przed tobą zadziwiające prawdy o mózgu i jego funkcjach oraz wskaże ci drogę do osiągnięcia wolności umysłu. Książka ta została napisana, aby:

  1. Zapoznać cię z całkowicie nowym pojęciem w historii myśli, z myśleniem wielokierunkowym. 
  2. Oswoić cię z rewolucyjną metodą mindmappingu, która nauczy cię myśleć wielokierunkowo.
  3. Dać ci olbrzymią swobodę intelektualną przez zademonstrowanie, iż możesz kontrolować treść i bieg swoich myśli oraz że potencjał twórczy twojego umysłu teoretycznie jest nieograniczony. 
  4. Podsunąć ci przykłady ćwiczeń, które znacznie zwiększą możliwości i zdolności intelektualne.
  5. Sprawić ci przyjemność odkrywania tego nowego, niezwykłego świata umysłu”.

 Słowo-klucz raz!

… to klucz do stworzenia efektywnej mapy myśli. To właśnie słowa-klucze mają największy wpływ na zdolność kreowania skojarzeń. Ok, mamy słowa. Potrzebny jest jeszcze obraz. Budowa mapy myśli jest doskonale wyjaśniona w osobnym rozdziale w książce. W zasadzie podział lektury ze względu na wątki zasługuje na kilka zdań uznania. „Mapy twoich myśli” Buzana są podzielone na 6 części:

  • Architektura przyrody,
  • Podstawy,
  • Budowa,
  • Synteza,
  • Zastosowania,
  • Aneks.

I tak w części pierwszej mamy do czynienia z fenomenami intelektualnymi, funkcjonowaniem mózgu, jego budową, z koncepcją myślenia nielinearnego i mindmappingiem. Część druga to już zdradzenie sekretu dotyczącego zwiększania możliwości intelektualnych i wyłożenie podstawowych technik mindmappingu. Część trzecia prezentuje zasady i zalecenia myślenia wielokierunkowego, wskazuje, jak wypracować indywidualny styl tworzenia map myśli. W części czwartej mapy myśli konfrontowane są z konkretnymi sytuacjami, np. podejmowaniem decyzji czy dokonywaniem wyboru. Część piąta to z kolei mapy myśli versus życie osobiste, życie rodzinne, nauka, praca czy planowanie przyszłości. W części szóstej czeka na Ciebie mały quiz – przetrenujesz wiedzę zdobytą w trakcie czytania książki. 

Przejrzystość i uporządkowanie, obszerny opis poszczególnych zagadnień, niezwykłe wrażenie swobody (autor nie narzuca niczego czytelnikowi) i morze inspiracji to główne zalety tej książki. Książka nie jest wolna od rzeczy niepotwierdzonych naukowo, o czym wspomina sam Buzan, dlatego warto przefiltrować je przez pryzmat aktualnej wiedzy – niemniej lektura i tak przynosi wiele korzyści. Sięgnij po nią koniecznie i pamiętaj, że „Kimkolwiek i gdziekolwiek jesteś, czytając te słowa, posługujesz się najwspanialszym, najpotężniejszym, najbardziej skomplikowanym i tajemniczym narzędziem w całym znanym nam wszechświecie - swoim mózgiem”

#teammindmapping - wchodzisz w to?

Autorzy: Patrycja Sikora i Dariusz Chrapek


Pokolenie bazy pytań

Definicja

Czy zdarzyło Ci się kiedyś zdać kilka egzaminów z rzędu, ale nadal nic tak naprawdę nie wiedzieć? Czy zdarzyło Ci się czuć na koniec szkoły lub studiów, że nie masz wystarczającej wiedzy, aby przejść do działania? Czy zdarzyło Ci się czuć źle z powodu swojej niewiedzy pomimo wkładania w naukę wielkiego wysiłku i uzyskiwania dobrych ocen?

Jeśli na którekolwiek z powyższych pytań odpowiadasz „tak”, oznacza to, że Ciebie również dotknęła… pewna „choroba” systemu edukacji.
Używam słowa „choroba” ze względu na swoje medyczne wykształcenie i też taką perspektywę analizy problemu chciałbym Ci dzisiaj zaproponować. Ze względu na swoją wyrazistość medyczna metafora będzie dla nas swego rodzaju szkieletem, jednak problem, który chciałbym dziś poruszyć, dotyczy uczniów, studentów i nauczycieli wszystkich kierunków prawie wszystkich wydziałów większości uczelni na świecie.

Porozmawiajmy zatem o jednym z nowo rozpoznanych przeze mnie „społecznych zaburzeń” z pogranicza edukacji i psychologii poznawczej dotyczącym w szczególny sposób pokolenia ludzi, którzy uczą lub uczyli się głównie z baz pytań.

Zjawisko to nie jest jeszcze powszechnie znane. Wiele osób cierpiących z powodu tej „przypadłości” nie łączy swoich edukacyjnych odruchów z wieloma objawami i problemami, na które napotykają zarówno w trakcie nauki, jak i w okresie doskonalenia zawodowego. Społeczny pośpiech doprowadził młodych ludzi do sytuacji, w której ze względu na brak czasu są zmuszeni korzystać z jednej wybranej formy przygotowania do egzaminów. Niektórzy z nich, ci najbardziej zapracowani, ze względu na inne obowiązki lub też po prostu lenistwo i niewiedzę, decydują się ograniczyć metodykę swojej pracy intelektualnej tylko i wyłącznie do rozwiązywania pytań zamkniętych.  

Skąd to się wzięło? I dokąd może nas to wszystkich zaprowadzić?

Etiologia i patogeneza

Przyczyn tej choroby cywilizacyjnej należy upatrywać na początku XIX wieku. Rewolucja przemysłowa drastycznie zwiększyła zapotrzebowanie na wysoce wykwalifikowaną siłę roboczą. Powstające fabryki, wzrost jakości życia i silnie napędzana rozwojem społecznym gospodarka doprowadziły do powstania pierwszych ogólnokrajowych systemów oświaty. Publiczne szkoły nie były wtedy oczywistością – jest to cecha charakterystyczna czasów współczesnych. Wówczas powstawały tylko w jednym celu: by wykształcić, choć raczej należałoby użyć słowa „wyprodukować”, robotnika o ściśle określonych kompetencjach czy, jeśli mielibyśmy być bardziej precyzyjni, „parametrach”.

Z biegiem lat proces „produkcji” takiego pracownika podlegał naturalnemu udoskonalaniu, które miało na celu zaspokojenie potrzeb przemysłu, a dalej również biznesu. Ze względu na przeskoki technologiczne i wymagania dotyczące jakości musiał ponadto ulec procesowi standaryzacji. 

Dekada po dekadzie każde kolejne pokolenie uczniów musiało sprostać coraz to większym, często ujednoliconym względem wszystkich wymaganiom. I tak jak na hali produkcyjnej, tak i w szkołach powstał byt, który w wielkich fabrykach nazywamy działem jakości. W przypadku edukacji otrzymał miano centrum egzaminacyjnego.

Pojawił się jednak problem dotyczący surowca. O ile żelazo, drewno, szkło czy też jakąkolwiek inną materię da się łatwo zbadać i porównać każdą próbkę ze sobą, tak porównywanie uczniów okazało się zadaniem trudniejszym.

Dlatego właśnie powstały pierwsze bazy pytań, które stanowią główne narzędzie wykorzystywane w standaryzowanych testach.

Objawy i rozpoznanie

Scenariusz znany każdemu studentowi uczelni wyższej: na kilka dni przed egzaminem grupy facebookowe lub skrzynki mailowe są masowo zalewane dziesiątkami pytań – wszyscy poszukują możliwie najbardziej aktualnej i sprawdzonej bazy pytań do zbliżającego się egzaminu. Wzrastające napięcie wśród studentów często przeradza się w przerażenie. Wiąże się ono zawsze z jednym – starsze roczniki nie pozostawiły w spadku jakiegoś magicznego pliku czy też kawałka papieru, który niczym wilczy bilet na ostatni statek przez ocean pozwoliłby w łatwy sposób sprostać zbliżającemu się wyzwaniu.

Znam bardzo wiele osób, które miały już tak dobrze wyrobiony nawyk korzystania z bazy pytań, że praktycznie przestały się uczyć. Celem studiów stało się dla nich zaliczanie egzaminów, a nie zdobycie wiedzy i umiejętności. Wielu z nich po studiach przeżyło niemały szok i nie miało już szansy na nadrobienie olbrzymich zaległości. Pół biedy, jeśli pytania i egzaminy są tak konstruowane, by minimum zrozumienia było konieczne do ich zdania. Problemem są egzaminy, które „wchodzą”, czyli takie, na które nie trzeba uczyć się wcale. A cała grupa tym bardziej cieszy się ze zdobytych bez wysiłku dobrych ocen.

Do czego to doprowadziło?

Powikłania

Nauka pod pytania prowadzi do sukcesywnego wyjaławiania ambicji młodych ludzi. Rzeczywiste zrozumienie jest coraz niższe, zatem i poprzeczki stawiane są coraz niżej. W rezultacie system „produkuje” ludzi pozbawionych bardzo wielu kluczowych zdolności na czele z umiejętnością samodzielnego krytycznego myślenia. Co więcej, przekazuje, a później egzekwuje wiedzę w taki sposób, że z trudem przyswojone informacje bardzo szybko się ulatniają.

W konsekwencji kształcimy coraz gorszych specjalistów niepotrafiących użyć swojej wiedzy, niezdolnych do określenia, skąd się u nich wzięły konkretne informacje. Popełniają więc o wiele więcej błędów oraz dają się łatwo sterować przez starszych kolegów po fachu. Nie mają poczucia własnej wartości i absolutnie nie są świadomi swoich kompetencji zawodowych. Z własnego doświadczenia wiem, że nie jest to miłe uczucie.

Co gorsza, wielu z nas przestaje lubić wybraną przez siebie dziedzinę wiedzy. Specjalizujemy się w jej wąskim zakresie i pilnie strzeżemy obszaru swoich kompetencji. Niechętnie uczymy się nowych rzeczy, nie podejmujemy dialogu z innymi specjalistami. Zgodnie z badaniami przeprowadzanymi przez Cala Newporta i opublikowanymi w książce “So good they can’t ignore you” poczucie mistrzostwa jest jednym z filarów satysfakcji zawodowej, czyli pasji. To z rzetelnej i bogatej wiedzy bierze się swoista lekkość w działaniu, którą widzimy u naszych mentorów. Są oni zdolni do odpowiedzi na dowolne pytanie nie dlatego, że kiedyś już je słyszeli. Potrafią wydedukować odpowiedź na podstawie posiadanej wiedzy.

Czy możemy zatem cokolwiek zrobić, aby zmienić swoją sytuację?

Leczenie

Ostateczną terapią jest zderzenie z rzeczywistością zawodową. Czeka to każdego z nas i zweryfikuje wszystkie niedociągnięcia edukacyjne. To, ile wtedy poświęcimy zdrowia, czasu i pieniędzy, by uzupełnić braki spowodowane mało efektywną nauką, to bardzo indywidualna kwestia. Proces ten jednak z pewnością nie będzie przyjemny.

Nie pisałbym jednak tych wszystkich rzeczy, gdyby nie przekonanie, że istnieje wiele metod, by obudzić się na odpowiednio wczesnym etapie i zmienić swoje nawyki edukacyjne. Można zareagować i zapobiec sytuacji, w której jest już za późno.

W pierwszej kolejności należy zmienić nasze podejście do samej bazy pytań i pytań zamkniętych. Nie powinniśmy ich traktować jako źródła wiedzy. Jest ona tylko i wyłącznie narzędziem do jej sprawdzania i weryfikowania. Może stanowić także ważny etap nauki, jednak ta nie powinna się ani od niego zaczynać, ani na nim kończyć.

Efektywna, mądra nauka musi przebiegać dwukierunkowo. Najpierw wtłaczamy pełny obraz wiedzy do naszych głów, a następnie tworzymy z niego odpowiedni mentalny model, którego później możemy używać. Dzięki temu po studiach nasza wiedza wypływa na zewnątrz w sytuacjach, w których jest potrzebna. I tego właśnie nie uczą pytania zamknięte. Używania wiedzy.

Pytania zamknięte są raczej jak puzzle, zawierają wiele podpowiedzi, często sugerując rozwiązanie, przez co nawet wielogodzinna praca z nimi nie pozostawia trwałych efektów, jeśli nie mamy odpowiednio stworzonej bazy własnej wiedzy.

Z pomocą przychodzą tutaj pytania otwarte, których jesteśmy wielkimi propagatorami. To jeden z najlepszych sposobów nauki. Co smutne, standaryzacja egzaminów sprawiła, że ustne egzaminy na uczelniach zaczęły być rzadkością.

Do takiego egzaminu trzeba całkowicie inaczej podejść. Trzeba naprawdę solidnie się nauczyć! Tak spędzony czas staje się inwestycją na lata, za to izolowana praca z samą bazą pytań – jego stratą. 

Nie twierdzę, że bazy pytań są złe – są po prostu narzędziem. Aby dobrze go używać, musimy rozumieć, do czego służy, kiedy może pomóc i jakich efektów należy się spodziewać po pracy z nim.

Dlatego też zachęcam Was szczerze do przemyślenia tego tematu. Jakimi specjalistami chcecie być? Jakimi ludźmi? Nauka to około ⅓ Waszego życia. To, jak będziemy się uczyć, wpłynie na to, jak będziemy pracować i żyć.

A to zdecyduje w dużym stopniu o tym, czy w swojej zawodowej codzienności będziemy po prostu szczęśliwi.

 

Autorzy: Dariusz Chrapek i Patrycja Sikora

 


Czy każdy może nauczyć się śpiewać?

Śpiewanie – ile razy słyszałeś/-aś, że słoń nadepnął Ci na ucho? Ile razy zostałeś/-aś zniechęcony przez swoje otoczenie i porzuciłeś/-aś marzenia o zostaniu wokalistą/-stką? Mamy dobrą wiadomość dla wszystkich melomanów i fanów śpiewu: każdy może nauczyć się śpiewać! Zatem w jaki sposób okiełznać głos i podporządkować dźwięki właściwej tonacji? Jak wykształcić dobry głos i komunikować się ze światem za pomocą śpiewu, który jest czymś więcej niż tylko przyzwoitym doświadczeniem? Usiądź wygodnie i przeczytaj artykuł, dzięki któremu być może wrócisz do tego, co porzuciłeś/-aś motywowany opiniami swojego środowiska. 

 

„Śpiewać każdy może…” 

Z teorią muzyki i ekspertami w dziedzinie śpiewu trudno dyskutować – tak, każdy może nauczyć się śpiewać. Wiedział to nie tylko Jerzy Stuhr w kultowym wykonaniu piosenki „Śpiewać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej” na opolskim festiwalu w 1977 roku. Fantastycznie podsumował rolę śpiewu Fryderyk Chopin, mówiąc, że „Posługujemy się dźwiękami, aby tworzyć muzykę, tak jak posługujemy się słowami, aby tworzyć język”. Człowiek jest w stanie doskonale wykształcić głos, pracować nad nim nie tylko stricte muzycznie, ale również w formie terapii osobowości, dbać o jego higienę, pielęgnować słuch muzyczny, skalę głosu, sprawdzać jego barwę etc.

Profesor muzyki Steven Demorest z Bienen School of Music działającej przy Uniwersytecie Northwestern w Illinois, USA przeprowadził badania, które dowodzą, iż głos jest instrumentem jak każdy inny. Zatem praktyka czyni mistrza – jesteśmy w stanie nauczyć się grać na pianinie, uczęszczając na zajęcia i wytrwale trenując oraz jesteśmy w stanie nauczyć się śpiewać na tych samych warunkach, co w przypadku klawiszy czy innego instrumentu. W badaniu wzięły udział trzy grupy: przedszkolaki, szóstoklasiści oraz studenci. Zadaniem każdego z uczestników było wysłuchanie konkretnej melodii i dokładne powtórzenie jej. Zarówno grupa przedszkolna, jak i szkolna wypadły bardzo dobrze, natomiast studenci już nie. Powód? W przedszkolu i w szkole dzieciom zapewnia się ciągłość obcowania z muzyką, organizuje zajęcia pozalekcyjne, ale także obowiązkowe, programowe. Natomiast studentów dotknął efekt „use it or lose it”, czyli „wykorzystuj lub strać” – być może całkiem dobrze radzili sobie ze śpiewaniem, ale z nieznanych przyczyn stracili motywację do dalszego rozwoju w tym zakresie. Co więcej, według prof. Demoresta śpiewanie poprawia zdolności werbalne, umiejętność czytania, pomaga w nauce języków obcych, poprawia pamięć i zdecydowanie spowalnia starzenie się mózgu.

Zgrzyty na trasie słuch-głos 

Nie istnieją, jeśli nasza koordynacja słuchowo-głosowa jest prawidłowa. W teorii każdy z nas spełnia podstawowe warunki, żeby śpiewać: mówimy, słyszymy siebie, mamy określoną barwę głosu (jedni mniej, drudzy bardziej charakterystyczną), odbieramy dźwięki zewsząd, ale… czy potrafimy podporządkować każdy dźwięk właściwej tonacji tak, aby w 100% zaśpiewać melodię 1:1? Jeśli mamy odpowiednio wykształcony słuch i głos (fałdy głosowe są mięśniami, więc praca nad nimi z pewnością przyniesie zamierzony efekt!), jak najbardziej. 

Bardzo często dużo zależy od tego, co mieliśmy wspólnego z muzyką już w dzieciństwie; czy w domu słuchano muzyki, czy ktoś z naszych bliskich śpiewał lub grał na jakimś instrumencie. Obycie z muzyką ma ogromny wpływ na kształtowanie potencjału śpiewaczego. Im wcześniej startujemy z pracą nad rozwojem śpiewu (zajęcia muzyczne w przedszkolach, zajęcia rytmiczne, biesiadowanie, wspólne śpiewanie z przyjaciółmi lub rodziną), tym większe prawdopodobieństwo na to, iż nasz słuch, poczucie rytmu i głos będą na takim etapie rozwoju, że ułatwi to docelową pracę nad głosem, aby śpiewać, np. zawodowo. 

Dlaczego śpiew jest trudniejszy od gry na instrumencie? Ponieważ nie wspierają go żadne prace manualne, np. podczas gry na pianinie używamy konkretnych klawiszy do wydobycia dźwięku, a w przypadku głosu wszystko zależy od naszej świadomości muzycznej, samokontroli oraz konsekwentnej pracy nad jego poprawnym użyciem.

Śpiew – predyspozycje a ćwiczenia

Istnieje mnóstwo ludzi, którzy mają wybitne predyspozycje do śpiewu. Często nie zdają sobie sprawy z tego, że naturalnie pracują głosem na poziomie już zaawansowanym bez potrzeby nadrabiania jakichkolwiek zaległości. Jednak predyspozycje to jedno, a ciągła praca i udoskonalanie to coś zupełnie innego. Mimo naturalnej zdolności do śpiewu nie należy spoczywać na laurach – sedno sukcesu tkwi w sumienności, motywacji do ciągłego rozwoju i praktyce.

Edukacja muzyczna jest bardzo złożonym procesem, dlatego im wcześniej się rozpocznie, tym lepiej, co nie oznacza jednak, że osoba dorosła będąca na początku drogi do profesjonalnego śpiewu, nie osiągnie wspaniałych rezultatów. Każda z umiejętności muzycznych rozwija się w swoim czasie: poczucie rytmu, słuch tonalny, słuch harmoniczny etc.

Słuch tonalny charakteryzuje się m.in.:

  • umiejętnością dostrzegania w utworach opartych na skalach dur-moll toniki – dźwięku centralnego (I stopnia gamy), regulującego przebieg muzyczny,
  • tendencją do kończenia melodii na tonice (I stopniu gamy),
  • odczuciu zakończenia melodii, gdy ostatnim dźwiękiem jest tonika,
  • odczuciu braku zakończenia melodii, gdy kończy się ona na innym dźwięku.

Z kolei słuch harmoniczny i jego przejawy to m.in.:

  • spostrzeganie melodii,
  • rozróżnianie określonych zjawisk harmonicznych, np. dwóch akordów,
  • wyczuwanie funkcyjnego zróżnicowania stopni gamy,
  • wyczuwanie znaczenia toniki i dominanty.

Osobę ze słuchem absolutnym a relatywnym (wymagającym dopracowania) genialnie zidentyfikował i opisał prof. Stanisław Kazuro:

„Człowiek bowiem ze słuchem absolutnym, nazwie z łatwością, bez wahania i nieomylnie usłyszane dźwięki, ale uczyni to zupełnie niezależnie od ich wzajemnego stosunku, jedynie tylko na podstawie specyficznej pamięci ilości drgań na sekundę, które warunkuje wysokość tonu. Człowiek z wyrobionym słuchem relatywnym (czyli względnym) może nie umieć natychmiast nazwać usłyszanych dźwięków, ale z całą, dokładnością określi ich wzajemny do siebie stosunek. I tak, człowiek o słuchu absolutnym, usłyszawszy np. tony d, h, powie: „To było d i h”. Jednak wrażenie seksty wcale nie potrzebuje dla niego zaistnieć, o ile nie wezwie na pomoc muzycznego poczucia relatywnego, lub czysto intelektualnego obrachowania interwalu. Człowiek o słuchu relatywnym, usłyszawszy te sanie tony d, h, powie: „to była seksta wielka”. O ile pamięta jakiś ton orientacyjny, np. c lub a, to błyskawicznie porówna z nim w myśli usłyszane tony, i znów na podstawie stosunku tonów, uzupełni określenie i powie: to była seksta wielka d–h. Na pozór ta druga odpowiedź również sprawi wrażenie słuchu absolutnego, a jednak wewnętrzny przebieg czynności słyszenia był w obu wypadkach zasadniczo odmienny”.

Słuch relatywny może stwarzać pozory słuchu absolutnego, ale nim nie jest – do tego każdy podąża własnymi drogami, czyli ćwicząc samemu lub z trenerem wokalnym (tym lepiej).

Chcesz być w formie? Śpiewaj!

Nauczyciele śpiewu często porównują śpiew do aktywności fizycznej: jeśli chcesz być w formie, trenuj. Jakie korzyści przyniosą Ci regularne ćwiczenia i praca nad głosem?:

  • umiejętność poprawnego intonowania melodii tonalnej (diatonicznej lub zawierającej dźwięki alterowane) na tle drugiego głosu (niższego lub wyższego), towarzyszenia harmonicznego lub akompaniamentu opartego na tonalności rozszerzonej lub wykraczającego poza system tonalny dur-moll, niestanowiącego oparcia dla poprawnej intonacji;
  • umiejętność poprawnego intonowania melodii tonalnej lub atonalnej na tle akompaniamentu, w którym występują ostre współbrzmienia dysonansowe, brak natomiast typowych dla systemu dur-moll odniesień funkcyjnych;
  • umiejętność słuchowego rozróżniania melodii lub utworu

      – w tonacji durowej lub molowej,

      – opartego na skali modalnej lub góralskiej.

      – atonalnego;

  • umiejętność odczytania głosem a vista melodii opartej na skali modalnej lub góralskiej;
  • umiejętność odczytania głosem melodii atonalnej metodą interwałową lub z wykorzystaniem poczucia tonacji występujących w kolejnych odcinkach;
  • umiejętność intonowania pochodów chromatycznych w melodii tonalnej i atonalnej;
  • umiejętność intonowania jednego z głosów utworu bitonalnego z drugim głosem granym na fortepianie przez nauczyciela lub odtwarzanym z płyty kompaktowej.

Aby powstał dźwięk, należy zaangażować odpowiednią ilość powietrza, struny głosowe, rezonatory, przeponę – to wszystko pozwala wydobyć mocny dźwięk i dodatkowo go stabilizuje. Pamiętaj o tym, że higiena głosu jest bardzo ważna: nie zapominaj o ćwiczeniach emisyjnych, oddechowych, dykcyjnych, nie forsuj głosu, kiedy boli Cię gardło lub masz chrypkę. Strach ma tylko wielkie oczy – zapisz się na lekcje śpiewu, nie obawiaj się konfrontacji z ekspertem, którego celem jest profesjonalny mentoring i… oczekuj szybkich efektów, które zmotywują Cię do dalszego rozwoju!

Chcesz nauczyć się śpiewać? To świetnie, bo… możesz! Każdy może. 

Autorzy: Patrycja Sikora i Dariusz Chrapek


„Mindset. Nowa psychologia sukcesu” Carol Dweck - 10 cytatów z książki

Czy wierzysz w siłę swoich przekonań? My bardzo. Carol Dweck również. Podkreśla, że wywierają one ogromny wpływ na wszystkie pragnienia i na to, czy i jak uda się je zrealizować. Podkreśla też, że zmiana przekonań może całkowicie zrewolucjonizować nasze życie, a one same przenikają przez wszystkie jego obszary. Chcesz zrozumieć, w jaki sposób wybitne jednostki znalazły się na szczycie? Chcesz również poznać historię tych, którzy ostatecznie zmarnowali swoją szansę? Chcesz zrozumieć siebie, swojego partnera lub partnerkę, szefa, rodziców, dzieci, uczniów, nauczycieli? Dowiedzieć się, jak uwolnić potencjał zarówno swój, jak i swoich najbliższych? Skoro tu jesteś, wierzymy, że tak. Jesteśmy różni i to jest piękne. Mamy różne charaktery, zdolności, a nasz rozwój zależy od doświadczenia, nauki i, przede wszystkim, zaangażowania, włożonego wysiłku. Przed Tobą kilka fragmentów z książki, która sama w sobie jest zmianą. Z książki, po przeczytaniu której nie będziesz naklejać na siebie etykietek, załamywać rąk, narzekać. Będziesz za to w stanie podjąć ryzyko, stawić czoła wyzwaniom i iść po więcej. 

 

  1. „Czasami nie lubię innych dorosłych, bo myślą, że wiedzą wszystko. Ja nie wiem wszystkiego. Ciągle uczę się czegoś nowego”.
  2. Sukces usypia naszą czujność. Sprawia, że nawet najambitniejsi osiadają na laurach i robią się niedbali”.
  3. „Nastawienie na trwałość jest jak duchota. Nawet gdy wyznający je liderzy podróżują po wielu krajach, spotykając się ze znanymi osobistościami, ich świat nadal wydaje się mały i ograniczony, ponieważ zawsze tylko jedno im w głowie: dowartościujcie mnie!”.
  4. „Przekonanie, że wartościowe cechy można w sobie wyrobić, rozbudza entuzjazm do nauki. Po co marnować czas na udowadnianie, jaki już jesteś dobry, kiedy możesz dalej się doskonalić? Po co ukrywać swoje niedostatki, zamiast z nimi walczyć? Po co szukać przyjaciół czy partnerów wśród ludzi, którzy będą wzmacniać twoje poczucie własnej wartości, zamiast wśród tych, którzy cię zmotywują do dalszego rozwoju? I po co ograniczać się do tego, co pewne i sprawdzone, zamiast szukać nowych doświadczeń, które będą dla ciebie wyzwaniem? Upodobanie do wyzwań i wytrwałość okazywana nawet wtedy (ba, właśnie wtedy), gdy coś idzie nie tak, to wyznaczniki nastawienia na rozwój. To ono sprawia, że ludzie potrafią sobie poradzić w najtrudniejszych chwilach swojego życia”.
  5. „Umiejętności można postrzegać na dwa sposoby: jako cechy stałe, które trzeba udowadniać, lub zmienne, które można rozwijać w procesie nauki. (...) Po raz pierwszy dotarło do mnie, że mam wybór”.
  6. Kiedy zmieniasz nastawienie, wchodzisz w zupełnie inny świat. W jednej rzeczywistości - tej, w której królują cechy stałe - sukces polega na udowodnieniu swojej inteligencji czy talentu. Jego istotą jest samopotwierdzenie. W drugiej - tej, w której nasze przymioty ulegają zmianom - na wychodzeniu poza dotychczasowe ograniczenia, aby nauczyć się czegoś nowego. Innymi słowy: na samorozwoju”.
  7. „Dzieci o nastawieniu na trwałość chcą mieć pewność, że im się uda. Według nich ludzie inteligentni zawsze odnoszą sukcesy. Tymczasem w przekonaniu dzieci z nastawieniem na rozwój, sukces polega na przekraczaniu kolejnych granic - na dążeniu do coraz większej mądrości”.
  8. „Nawet przy nastawieniu na rozwój porażka zazwyczaj boli. Ale nie definiuje tego, kim jesteś. To po prostu problem, z którym trzeba się zmierzyć, rozwiązać go i wyciągnąć z niego naukę”.
  9. „Ludzie z nastawieniem na rozwój też chętnie przyjmą nagrodę Nobla i zarobią mnóstwo pieniędzy. Nie dążą jednak do zdobycia tych rzeczy dla samopotwierdzenia, ani po to, by mogli poczuć się lepsi od innych”.
  10. „Zmiana nastawienia nie ogranicza się do wykorzystania paru prostych wskazówek. Chodzi tutaj raczej o postrzeganie świata w zupełnie nowy sposób. Kiedy ludzie - partnerzy, trenerzy i sportowcy, dyrektorzy i pracownicy, rodzice i dzieci, nauczyciele i uczniowie - przyswajają sobie nastawienie na rozwój, zamiast „osądzaj i bądź osądzany” wybierają jako swoje motto: „ucz się i pomagaj innym”. Angażują się w rozwój, a to wymaga mnóstwa czasu, wysiłku i wzajemnego wsparcia”.

 

Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że zmiany są trudne, a wysiłek włożony w jakąkolwiek metamorfozę trudno zmierzyć. Ale wiedz, że dotąd nie spotkaliśmy kogoś, kto żałowałby zmiany podejścia do życia, do edukacji, do pracy, relacji w rodzinie czy w związku. Przemiana wzbogaca i dzięki niej doświadczasz rzeczy, które nie są osiągalne przy nastawieniu na trwałość. 

Nastawienie na rozwój nie rozwiązuje wszystkich życiowych problemów, ale z pewnością odmienia życie. Staje się inne. Ty stajesz się inny/-a - aktywny, odważny i otwarty na świat oraz wykorzystywanie możliwości. 

To Ty decydujesz, czy potrzebujesz zmiany. Niezależnie od tego, jakiego wyboru dokonasz, pamiętaj, że growth mindset matters. Nastawienie na rozwój to drogowskaz, który nie zawodzi w chwilach słabości i trudności. Stwórz swój fundament pod wymarzoną przyszłość.

 

https://www.ted.com/talks/carol_dweck_the_power_of_believing_that_you_can_improve?language=pl

 

Autorzy: Patrycja Sikora i Dariusz Chrapek


Carol Dweck, „Mindset. Nowa psychologia sukcesu” - zapowiedź książki

Rozwój czy zastój? Trwałość czy ulotność? „Zależy mi” czy „wszystko mi jedno”? Po której stronie jesteś? Nie musisz odpowiadać od razu. Jeśli się wahasz, to dobry moment na przeczytanie tej zapowiedzi, a w konsekwencji całej książki „Nowa psychologia sukcesu” Carol Dweck, w której to nastawienie na rozwój gwarantuje nam w życiu miejsce na podium. Bez chodzenia na skróty, taryfy ulgowej i pobłażania w każdym obszarze naszej działalności. Zapamiętaj to pojęcie: growth mindset. A teraz wypowiedz je głośno i spełniaj się, bo drzwi do możliwości zostały otwarte.

Nastawienie - która opcja prowadzi na szczyt?

Umówmy się. Nic samo się nie zrobi. Są tacy, którym nie jest to na rękę. Na szczęście są też tacy (i to jacy!), którzy postanawiają napisać wielką rzecz. Bo „Nowa psychologia sukcesu” Carol Dweck to nie kolejna zwykła propozycja wydawnicza z zakresu rozwoju osobistego, budowania własnego szczęścia w świecie pełnym niebezpieczeństw, osiągania sukcesu w sposób szybki i łatwy. To potężne kompendium wiedzy o naszych wyobrażeniach, przekonaniach, mechanizmach działania. Dweck zasługuje na naukowy pomnik. Być może kiedyś zbudujemy taki w naszym firmowym ogrodzie. Co wyróżnia tę publikację na tle innych?

Przede wszystkim świetnie poprowadzona narracja, bardzo wiarygodna i oparta na wieloletnich badaniach Dweck, amerykańskiej psycholog współpracującej z Uniwersytetem Stanforda w Stanach Zjednoczonych. Czytaniu nie towarzyszy wrażenie chaosu informacyjnego mimo mnóstwa przykładów i analiz poszczególnych przypadków. Dweck bierze na warsztat dwa nastawienia - nastawienie na trwałość i nastawienie na rozwój. Spójrz:

Przekonanie, że nasze cechy są ustalone raz na zawsze – nastawienie na trwałość – zmusza cię do tego, aby raz po raz udowadniać swoją wartość. Jeśli każdy ma od urodzenia określony iloraz inteligencji, określoną osobowość i określony charakter moralny, to lepiej, żebyś jak najszybciej udowodnił, że posiadasz odpowiednie cechy w odpowiednim stopniu. Istnieje też inne nastawienie, zgodnie z którym twoje cechy nie są po prostu kartami, które otrzymałeś od losu, i którymi musisz rozgrywać swoje życie, na każdym kroku starając się przekonać siebie i innych, że trzymasz w ręku poker królewski, chociaż w głębi ducha podejrzewasz, że to po prostu para dziesiątek. W tym nastawieniu twoje „karty” to po prostu punkt wyjścia dla dalszego rozwoju. 

Jeśli przegrasz – jeśli nie okażesz się najlepszy – twoje wysiłki poszły na marne. Z kolei nastawienie na rozwój pozwala ludziom cenić to, co robią niezależnie od rezultatów. Wystarcza im, że zmagają się z problemami, wytyczają nowe szlaki, zajmują się poważnymi sprawami”.

Można tę książkę zjeść jak ciastko. Można też aplikować jej składniki, dając sobie przestrzeń na to, aby sukcesywnie wprowadzać zmiany w życie. W życie zawodowe, szkolne, rodzinne. Oprócz ogromnej dawki wiedzy i porad w zakresie growth mindset otrzymujemy tyle samo z obszarów, które wpływają na ostateczny kształt naszego nastawienia - relacje z bliskimi, inteligencja, doświadczenie, relacje z szefem, nasza rola w społeczeństwie i mikrospołecznościach. 

Dweck - liderka motywacji

Jeśli mielibyśmy zdefiniować, w czym tak naprawdę tkwi siła motywacji, wystarczyłyby dwa słowa, a ściślej jedno imię i nazwisko: Carol Dweck. Dlaczego? 

Napisanie tej książki to jedna z najtrudniejszych rzeczy, jakie kiedykolwiek zrobiłam. Musiałam w tym celu przeczytać mnóstwo innych książek i artykułów. Zalew informacji niemal mnie przytłaczał. Nigdy wcześniej nie pisałam pozycji popularnonaukowych. Byłam przerażona! Czy odnieśliście wrażenie, że poszło mi to łatwo? Kiedyś, dawno temu, chciałabym, abyście tak właśnie pomyśleli. Teraz wolę, żebyście zdawali sobie sprawę z tego, ile ta praca wymagała wysiłku - i ile mi dała radości”.

Możesz teraz spróbować wejść w jej rolę i zastanowić się, czy misja napisania takiej książki przytłoczyłaby Cię na tyle, że wybór padłby na nastawienie na trwałość, czy wręcz przeciwnie - nierzadko pod górkę, ale do celu, czyli nastawienie na rozwój? 

W growth mindset, czyli nastawieniu na rozwój chodzi m.in. o to, że nawet jeśli uważasz, że nie jesteś w czymś dobry i nie dasz sobie rady, podejmujesz wyzwanie i z pełnym zaangażowaniem realizujesz przedsięwzięcie. Nieważne, czy chodzi o napisanie pracy magisterskiej, zdanie egzaminu, naukę języka obcego czy zagranie któregoś z utworów Paganiniego. 

Zawsze rozwijaj swoje nastawienie. Za Dweck:

  1. Każdy człowiek rodzi się obdarzony upodobaniem do nauki, ale nastawienie na trwałość może nam je odebrać. 
  2. Czy właśnie tak chcesz żyć, rezygnując z jakiegokolwiek rozwoju?
  3. Kiedy następnym razem popsuje ci się nastrój, wprowadź się w nastawienie na rozwój - pomyśl o nauce, wyzwaniach, pokonywaniu trudności. 
  4. Pomyśl o wysiłku jako o pozytywnej, konstruktywnej sile, zamiast dostrzegać w nim jedynie męczarnie. Spróbuj!
  5. Czy jest jakaś umiejętność, którą zawsze chciałeś zdobyć, ale bałeś się, że nie jesteś w tym dobry? Postanów, że się tego nauczysz. 
  6. Pomyśl o sytuacjach, w których inni ludzie cię prześcigali, a ty po prostu zakładałeś, że są bardziej inteligentni czy utalentowani. A teraz rozważ możliwość, że po prostu wykorzystywali lepsze strategie, pilniej się uczyli, więcej trenowali i dokładali starań, aby pokonywać przeszkody. Ty też możesz robić to samo, jeśli chcesz. 
  7. Charakter, serce, wola i umysł mistrza.
  8. Osoby z nastawieniem na rozwój dzięki porażkom zyskują motywację. Są one dla nich źródłem informacji lub sygnałem alarmowym, dzięki którym każdy kolejny krok w życiu obarczony jest mniejszym ryzykiem błędu. 
  9. Nasza misja to rozwijanie potencjału swojego i innych ludzi. Wykorzystajmy lekcję nastawienia na rozwój, aby ją dobrze wypełnić.
  10. Zmiany bywają trudne, ale jeszcze nigdy nie słyszałam, aby ktoś stwierdził, że nie były tego warte. 

Wyobraź sobie, że masz dwóch przyjaciół. Jeden z nich bardzo ostrożnie i skrupulatnie planuje każdy ruch, jest ostrożny. Czasami tak bardzo, że w ogóle nie podejmuje działań zmierzających do realizacji celu. Nie robi tego, bo wyznaczenie celu to stworzenie warunków dla sukcesu lub porażki. Ta myśl go przeraża. Idzie przez życie, podejmuje mało działań, realizuje je dobrze, ale tylko dlatego, że wybiera takie, w których wie, że odniesie sukces. W perspektywie lat nie zbiera zbyt dużo doświadczenia i wiedzy, zatem ciągle boi się tych samych rzeczy i popełnia te same błędy.

Drugi z przyjaciół przyjął inną taktykę. Zdecydował, że będzie szybko i odważnie podejmować się realizacji różnych celów; nawet gdy wie, że szansa na sukces jest mała. Nawet gdy nie wie dokładnie, co zrobić i czy sobie poradzi. Ta myśl jednak go nie przeraża, bo skupia się na jednym - na tym, aby jak najszybciej zrozumieć, co umyka i czego nie wie. W perspektywie lat próbuje wielu rzeczy i tylko niewielka część z nich się udaje. Jednak każdy błąd, każda porażka, każda lekcja, projekt dostarcza mu nowych, różnorodnych doświadczeń i wiedzy. Dzięki tej wiedzy i doświadczeniu każde kolejne wyzwanie jest dla niego po prostu łatwiejsze. Z biegiem czasu robi więcej, szybciej, lepiej, bo po prostu pewnych błędów już nie popełnia. Staje się coraz odważniejszy, coraz pewniejszy siebie, aż dochodzi do momentu, w którym staje się jedną z najmądrzejszych osób w pokoju. Tyle że nadal nie zdaje sobie z tego sprawy. Bo też nie to było celem jego rozwoju. Nadal myślę tylko o jednym, czego nie wiem? Czego mogę się nauczyć jeszcze?

Nastaw się na rozwój i nigdy więcej nie żałuj swoich decyzji. Po tej stronie mocy poczujesz się zwyczajnie dobrze, a angażując się w realizację wszystkich swoich celów, droga na szczyt może będzie wyboista, ale nigdy nie zabraknie Ci sił, aby dotrzeć do celu. My już podążamy tą ścieżką - dołączysz do nas?

Autorzy: Patrycja Sikora i Dariusz Chrapek


Ken Robinson, „Kreatywne szkoły” - zapowiedź książki

Czy martwisz się o edukację? My bardzo, dlatego czytasz teraz ten tekst - recenzję książki oddolnego rewolucjonisty, Kena Robinsona, który wyraźnie podkreśla potrzebę zmian, inspiruje do działania na rzecz restrukturyzacji systemów edukacji na całym świecie. Człowieka, który naprawdę poszerza horyzonty i wyciąga z odmętów sztywnych planów lekcji, zajęć trwających 45 minut, przekreślania swoich marzeń i duszenia pasji w zarodku. 

Kreatywna szkoła, czyli jaka?

Zanim przejdziemy do sedna, wróćmy do momentu, w którym to wszystko się zaczęło. Wystąpienie Robinsona „Do schools kill creativity?” w ramach TED Talk otworzyło przed nim drzwi do międzynarodowej kariery w dziedzinie edukacji. Stał się swoistym guru dla wielu nauczycieli, dyrektorów, rodziców i uczniów. Jego przekonanie, że szkoły pozbawiają dzieci ich naturalnej kreatywności, poruszyło i zainspirowało pracowników sektora. Ponad 65 milionów wyświetleń charyzmatycznego przemówienia świadczy o sile przekazu, a książka doskonale uzupełnia to, na co wówczas zabrakło czasu.  

We wstępie czytamy:

„Jednym z moich najpoważniejszych zmartwień jest to, że choć systemy edukacji na całym świecie są poddawane reformom, to w wielu przypadkach reformy te przeprowadzane są z motywów politycznych i komercyjnych, przy błędnym rozumieniu tego, w jaki sposób ludzie tak naprawdę się uczą i jak działają wspaniałe szkoły. W rezultacie niszczy się perspektywy niezliczonej liczby młodych ludzi. Prędzej czy później, z pozytywnym czy negatywnym skutkiem, reformy te dotkną także Ciebie lub kogoś, kogo znasz. To ważne, by zrozumieć, czego dotyczą. Jeśli zgadzasz się z tym, że idą w złym kierunku, mam nadzieję, że staniesz się częścią ruchu na rzecz bardziej holistycznego podejścia, w którym pielęgnuje się zróżnicowane talenty wszystkich naszych dzieci…”.

Utylizacja perspektyw uczniów postępuje przez standaryzację. Bo na jakiej podstawie określa się, które przedmioty są „przydatne”, a które nie? Które są „poważne” i „prestiżowe”, a które mniej i nie na miejscu? Że jeśli zabawa, to na podwórku po zajęciach, a nie w szkole? Jak pokonać smutną wizję systemów edukacji, które wrzucają młode osoby do jednego worka, w jeden społeczny schemat, przekreślając szansę na faktyczny rozwój i kreatywną pracę?

Kreatywna szkoła to taka, w której zło standaryzacji jest dostrzegane i eliminowane. Metafory Robinsona świetnie odzwierciedlają istotę rzeczy - ludzie nie mają standardowych kształtów i rozmiarów. To samo dotyczy ich umiejętności. Wyłącznie personalizacja jest w stanie wydobyć i rozwijać  zdolności wszystkich ludzi bez pominięcia kogokolwiek. 

Kreatywne case studies

Książkę Robinsona wyróżnia wartki styl i zdecydowanie żywa, inspirująca narracja. Każdy akapit potęguje chęć wprowadzenia jakichkolwiek zmian, motywuje do bycia częścią rewolucji, która już się dzieje. Na szczególną uwagę zasługują liczne case studies - Robinson analizuje problemy, z jakimi mierzą się placówki dydaktyczne i systemy edukacji w poszczególnych krajach, wskazując na modele nauczania, które idealnie sprawdzają się we współczesnych warunkach szkolnictwa. Przykłady mogą stanowić niewyczerpane źródło stymulacji do reorganizacji funkcjonowania szkół na świecie. Wielokrotnie podkreśla, że to Finlandia zasługuje na najgłośniejsze fanfary w kwestii reform, jednak przedstawia również mnóstwo mikro- i makrohistorii, w których szkoły wychodziły z głębokiego marazmu. Ponadto zwraca naszą uwagę na sylwetki dyrektorów, rodziców, uczniów i nauczycieli, którzy de facto zmieniają edukację i są mocnymi elementami w łańcuchu rewolucji dla przyszłości edukacji

Ken Robinson - Bob Budowniczy lepszego systemu

Co najbardziej ujęło nas w tezach i postulatach Robinsona? Oprócz wiedzy i ogromnej wartości merytorycznej, wyników badań, liczby przykładów placówek dydaktycznych wprowadzających istotne zmiany systemowe - bezkompromisowość. Robinson jest Brytyjczykiem, który w naturalny sposób wykorzystuje, dla wielu dość specyficzny, humor, dodatkowo podkreślając tę bezkompromisowość. Wielu też zarzuca jego teoriom idylliczną amerykańskość i tani coaching - cóż, możemy tylko zapłakać nad spłycaniem i negacją tego, co rzeczywiście Robinson robi i już zrobił dla międzynarodowej edukacji. Instrukcja obsługi systemów edukacji wg Robinsona jest prosta:

 

  • Dzieci rodzą się z talentami, ale szkoła je zabija. Edukacja tłumi indywidualność, wyobraźnię i kreatywność.
  • Najważniejsze są relacje nauczyciel–uczeń.
  • Plan lekcji ma formę taśmociągu, w którym trzeba przerywać aktywności przed ich ukończeniem.
  • Najważniejszym elementem edukacji jest zabawa.
  • Biurko nauczyciela w sali lekcyjnej oddziela go od uczniów – tworzy barierę.
  • Uczniowie potrzebują nauczycieli, którzy w nich wierzą.
  • Należy promować inicjatywy społeczne, które łączą to, co dzieje się w szkole z tym, co jest na zewnątrz.
  • Budujmy program nauczania wokół zainteresowań uczniów – będą osiągać wtedy więcej.
  • Należy uczyć uczniów krytyki – w dobie internetu muszą potrafić odróżnić fakty od opinii i prawdę od oszustwa.

„Kreatywne szkoły” Kena Robinsona to książka zdecydowanie przełomowa. Dowiesz się z niej, jakie rozwiązania są skuteczne, aby przeprowadzić transformację szkół i systemów edukacji. Co więcej, poznasz te możliwości XXI wieku, które wykształcą młodych ludzi i ich osobowości w taki sposób, by przygotować ich do życia i wyzwań współczesnym świecie. Robinson wychodzi z twardej, szkolnej ławki i rewolucjonizuje środowisko edukacji. Pamiętaj, że „kimkolwiek i gdziekolwiek jesteś, masz szansę, by zmienić system”. My jesteśmy gotowi, a Ty?

Autorzy: Patrycja Sikora i Dariusz Chrapek


Co bym sobie powiedział, gdybym teraz zaczynał studia?

— Halo?

— Cześć, mówi Bartek. Dzwonię, bo dostałem się na medycynę i w sumie to mam wiele wątpliwości… Rozmawiałem z Adamem i polecił mi Ciebie, mówił, że możesz mi coś podpowiedzieć. Miałbyś chwilę, żeby pogadać?

Tak rozpoczęła się długa rozmowa, którą nieoczekiwanie odbyłem kilka lat temu. Kolejne pytania Bartka – jak przygotować się do studiów, jak wygląda codzienne życie na poszczególnych latach, jak się zachowywać na uczelni i oddziałach, jak się uczyć, czy po prostu jak najlepiej wykorzystać ten okres – przypominały mi, jak mało sam wiedziałem o realiach funkcjonowania na uczelni. Po rozmowie zacząłem zbierać swoje przemyślenia odnośnie do czasu studiów, które z czasem dojrzały do formy wpisu.

Nie jest to jednak poradnik czy zbiór uniwersalnych zasad, raczej retrospekcja. Zaczynając od tak, wydawałoby się banalnego aspektu, jakim jest miejsce do nauki, poprzez budowanie dobrych nawyków, aż po wykorzystanie czasu poza zajęciami, opisuję, co powiedziałbym dziś sobie rozpoczynającemu studia. 

Mam nadzieję, że okaże się to przydatne również dla Was. Miłej lektury!

Mój jest ten kawałek podłogi

Wiadomo, że studia to też pewien styl życia. Jego wartość mierzymy w wielu wymiarach, które przejawiają się w przeróżnych miejscach, począwszy od sal wykładowych, przez akademiki i biblioteki, po imprezownie i puby. Z każdego z nich wracamy jednak „do siebie”. W naszych przysłowiowych czterech ścianach przebiegają też najważniejsze procesy nauki – systematyzowanie wiedzy, ogarnianie nowego materiału, powtórki…

Zdecydowanie za późno odkryłem, jak istotne jest związanie nauki z konkretnym miejscem. Nie jest to nowa koncepcja – polecam wykład Marty’ego Lobdela „Study less, study smart”, który zahacza między innymi o wpływ nawyków na efektywność pracy. Gdy przyzwyczaimy swój umysł, że gdy zapalamy lampkę na biurku, do połowy opuszczamy żaluzję, zamykamy drzwi i siadamy przy biurku, nadszedł czas na skupienie, koncentracja przychodzi nam znacznie łatwiej.

Uczysz się dla siebie

Start był całkiem niezły. Uczyłem się, a przynajmniej tak mi się wydawało, 2-3 godziny dziennie. Z czasem – godzinę, a jeszcze później parę godzin tygodniowo. Wreszcie – tylko w razie potrzeby – wejściówki, wyjściówki, testu itd. Kolejne zdobywane oceny utwierdzały mnie w przekonaniu, że proces nauki postępuje.

Dziś wiem, że było to tylko złudzenie. Odrobina sprytu wystarczy, żeby szybko zacząć wygrywać z systemem, który nie weryfikuje, czy trwale zapamiętaliśmy informacje. Wejście, wyjście, dziękuję, dobranoc. Mam wrażenie, że ta pozorna nauka jest główną przyczyną niekończenia studiów. Spędzamy czas nad książkami, nie ucząc się.

Nie jest to tylko mój wniosek. Wielu z nas dostrzega z czasem, że właściwie nigdy sami nie zarządzaliśmy własną nauką. To w sumie nawyk wyniesiony z poprzednich etapów edukacji. W pracy jednak nie ocenili mnie już wykładowcy wedle klucza odpowiedzi, lecz pacjenci i ich zdrowie. Tak że słuchaj, Darek, zacznij jak najwcześniej samemu oceniać swoją wiedzę oraz ufać tej ocenie.

Wiedza jest jak wieża

W rozmowach z osobami, które zdały egzaminy końcowe bardzo wysoko, bo powyżej 85%, szukałem wspólnego mianownika. Zastanawiałem się, czy cokolwiek właściwie je łączy, bo na pierwszy rzut oka wydawało się, że nie ma takiej możliwości. Jedni byli kujonami, inni imprezowiczami, przedsiębiorcami, naukowcami, a niektórzy prowadzili już życie rodzinne. Wszyscy uczyli się inną ilość czasu, w innych warunkach oraz wykazywali inny stopień stresu związanego z uczelnią. Łączyło ich natomiast jedno: wszyscy systematycznie powtarzali to, czego nauczyli się wcześniej.

Paradoksalnie powodowało to, że spędzali na nauce mniej czasu niż inni, szczególnie w drugiej połowie studiów. W związku z trybem nauki ad hoc, który opisywałem w poprzedniej sekcji, sam poświęcałem czas niemal wyłącznie na nowy materiał. Przejechałem się na tym bardzo mocno na 4. roku, kiedy poczułem, że zaczyna brakować mi podstaw. Zamiast pracować więc nad nowymi zagadnieniami, próbowałem wygrzebać się z zaległości. Później nie starczało mi już siły na powtórki. Historia natomiast była niestrudzona, więc powtarzała się uparcie. Kończy się na tym, że niektórych podstawowych i powtarzających się tematów, jak na przykład układu krzepnięcia, część z nas nie rozumie nawet na ostatnim roku studiów. Uczymy się go na wielokrotnie na nowo, podczas gdy wystarczyłoby parę razy przypomnieć sobie ten temat na początku roku.

Wiedza jest jak wieża. To, jak szeroką podstawę zbudujemy, determinuje, jak wysoka może być cała konstrukcja i jak trwała z czasem pozostanie.

Ucz się, ucz(yć) się

Większość wniosków, o których dzisiaj piszę, to raczej pomysły na optymalizację. Ich obecność nie zmieniła na tyle mojego życia, żeby żałować, że nie wydarzyły się wcześniej. Istnieje natomiast jeden wyjątek – uczestnictwo w kursach efektywnego czy też szybkiego czytania, zapamiętywania i notowania.

To był przełom. Do tamtego momentu radziłem sobie na studiach nie najgorzej, ale za cenę wielogodzinnej nauki. Podobnie było w liceum. Od rozpoczęcia kursów z miesiąca na miesiąc czułem, że zaliczanie egzaminów przychodzi mi znacznie łatwiej. Znalazłem czas na pracę, nie poświęcając relacji ze znajomymi, a wyniki nawet się poprawiły.

Teraz wiem, że była to najważniejsza inwestycja w moim życiu. Wcześniej łapałem się na tym, że przed egzaminami zakładam klapki na oczy i cisnąłem, nie zastanawiając się, czy problemem jest ilość, czy jakość nauki. A w okresie luzu… kto myśli o tym, żeby zainwestować pół godziny dziennie na poprawę procesu nauki? Tymczasem wyliczenie, ile zyskujesz w perspektywie roku, stając się lepszym nawet o 1% na tydzień, daje do myślenia…

Z kim przystajesz…

Ostatecznie jednak żadna ilość czasu spędzona w samotności nad książkami nie jest w stanie zastąpić interakcji z innymi studentami. W medycynie istnieje niewiele ścieżek rozwoju, które nie wymagają ciągłej współpracy i kontaktu z ludźmi. Większość z nas pracuje w zespołach, w których kluczowe jest wzajemne zaufanie. Myślę, że nabranie pewności w relacjach zawodowych opiera się na ciągłej interakcji i wymianie wiedzy ze znajomymi z uczelni, nie tylko ze swojej grupy.

Wspólna praca potrafi być też wyjątkowo inspirująca i motywująca. Zwłaszcza gdy otaczamy się ludźmi posiadającymi większą wiedzę i bardziej doświadczonymi od siebie. Często to od nich otrzymywałem najcenniejsze informacje, ich doświadczenia pozwoliły mi przejść dużo pewniej przez ostatnie lata studiów. Niektórzy z nich, ci najlepsi, uczyli mnie dzielić się wiedzą z innymi. Wszystkie te doświadczenia procentują obecnie w pracy zawodowej.

Powiedziałbym również młodemu Darkowi, żeby włożył więcej serca w pracę w stowarzyszeniach studentów – Międzynarodowym Stowarzyszeniu Studentów Medycyny (IFMSA), Studenckim Towarzystwie Naukowym (STN) czy innych, podobnych tworach. To właśnie podczas krótkiego epizodu w IFMSA zrodziła się u mnie pasja do nauczania. Każda z tych organizacji funkcjonuje inaczej, ale wszystkie czynią studia bardziej wciągającymi. Od dodatkowej wiedzy i poznawania medycyny „od kuchni”, przez możliwość tworzenia swojego dorobku naukowego, po podróże po wszystkich zamieszkałych kontynentach. Wyjście poza nasz lokalny świat polskiej medycyny spowodowało, że zacząłem myśleć o opiece zdrowotnej i edukacji dużo szerzej.

A co po zajęciach?

Odwieczny dylemat studentów medycyny – pracować czy nie? Zawsze istnieje ryzyko, że przeszkodzi nam to w skupieniu się na nauce, podróżowaniu czy rozwijaniu pasji. Na pracę zdecydowałem się na 4. roku i nie żałuję tej decyzji. Zajęcia kończyłem wtedy dosyć wcześnie, więc okoliczności sprzyjały, trzeba było je tylko wykorzystać. Pozwoliło mi to zdobyć doświadczenie, którego wagę doceniam w pełni dopiero dzisiaj.

Lekarze jako grupa zawodowa stosunkowo późno wchodzi na rynek pracy. Już od liceum bardzo dużo czasu poświęcamy nauce, a rzadkie wolne chwile poświęcamy na odpoczynek. W rezultacie dla wielu z nas staż podyplomowy rozpoczynany w wieku około 25 lat jest właściwie pierwszą pracą w życiu. Nierzadko przeżywa się wtedy mały szok związany z liczbą obowiązków, odpowiedzialności, zarządzania własnym czasem, planowaniem dorosłego życia…

Przez 3 ostatnie lata studiów pracowałem w recepcji centrum medycznego. Skala odpowiedzialności była oczywiście niewspółmierna do pracy lekarza, ale to tam zdobyłem pierwsze szlify w kontakcie z ludźmi, prowadzeniu dokumentacji medycznej oraz poznawałem realia prawne i organizacyjne działalności lekarskiej.

Wszystko zależy od Ciebie

Przekazałem Ci, co mogłem. Reszta w Twoich rękach. 

Sami jesteśmy odpowiedzialni za wszystko, czego nauczymy się w trakcie studiów. Wszystkie wybory, których dokonamy, będą miały określony skutek w przyszłości. Dlatego bądź tego świadom i świadomie to wykorzystuj. Nieustannie zadawaj sobie pytania – po co robię to, co robię? Jak to wpłynie na moją przyszłość? Czego mogę się nauczyć z zastanej sytuacji?

Na koniec wrzucam Ci link do TEDa, którego moim zdaniem warto obejrzeć. Skoro Tim Urban trafił do mnie, to… no właściwie na pewno trafi też do Ciebie. 

Pozdrawiam,

Daro

 

https://www.youtube.com/watch?v=arj7oStGLkU

 

https://www.youtube.com/watch?v=IlU-zDU6aQ0


Szkoła z przymusu? Nie tędy droga

Budzik. Uczeń otwiera oczy. Myśli: „znowu muszę tam iść”, „nie potrzebuję tylu lekcji matematyki”, „pani od polskiego jest nudziarą”. 

Budzik. Nauczyciel otwiera oczy. Myśli: „to nie tak powinno wyglądać”, „zarabiam grosze”, „muszę to wytrzymać”.

Budzik. Otwierasz oczy. Co myślisz?

Instytucja szkoły jest ok - to system kuleje. Żeby go zmienić, należy uwierzyć, że to Ty nim jesteś. Każdy uczeń, nauczyciel, dyrektor, kurator. Wciąż systemy edukacji tworzone są na potrzeby industrializmu, a szkoły na jego wzór - wzór fabryk. Zapominamy, że szkoła nie jest zakładem produkcyjnym. W chaosie ciągłych zmian tracimy zdolność do zadawania fundamentalnych pytań, np. „po co nam edukacja?” lub „jakim człowiekiem powinien być absolwent szkoły?”. Dzieci ślepo brną przez szkoły, znieczulone i uśpione, taśmowo. Tędy prosta droga do smutnego życia pozbawionego kreatywności i wiary w siebie. Może tak pobudka?

Ken Robinson - who’s that guy?

Kreatywny edukator, twórca rewolucyjnych procesów pedagogicznych, charyzmatyczny mówca i lider w rozwoju zasobów ludzkich - Ken Robinson uważa, że dziś musimy przede wszystkim na nowo odpowiedzieć sobie na pytanie: po co jest edukacja? Ludzie mają na ten temat bardzo różne poglądy, a cele, dla których systemy publicznej edukacji powstały, nie przystają już do naszych czasów. Dopóki nie osiągniemy porozumienia co do tego, po co w ogóle kształcimy młodych ludzi, będzie nam trudno mówić o metodach czy procesach. Dlatego swoją książkę rozpoczyna od określenia czterech najważniejszych jego zdaniem celów edukacji. 

Cel gospodarczy

Cele gospodarcze od zawsze były realizowane przez edukację publiczną, której systemy powstały m.in. po to, aby wykształcić siłę roboczą zapewniającą krajowi dobrobyt. Drugim aspektem celów gospodarczych jest pomoc, jaką edukacja publiczna oferuje młodym ludziom - wszystko po to, aby w przyszłości mogli stać się niezależni finansowo. Jak to wygląda obecnie? Niezależność finansowa młodych wydaje się w wielu krajach tzw. marzeniem ściętej głowy tylko dlatego, że realizacja tego gospodarczego celu w dzisiejszych systemach edukacji publicznej najzwyczajniej zawodzi. Brak możliwości zatrudnienia, zatrudnienie poniżej swoich kwalifikacji - brak miejsc pracy na rynku nie zawsze jest tego przyczyną.

Oczy otwiera badanie przeprowadzone jakiś czas temu przez firmę IBM, w którym udział wzięło ponad 1800 liderów organizacji z 80 krajów. Ich zadaniem była odpowiedź na pytanie o cechy, które w ich firmach są najbardziej potrzebne. Najczęściej wskazywano zdolność do przystosowywania się do zmian oraz kreatywność, czyli zdolność do generowania nowych pomysłów i rozwiązań w przypadku potencjalnych problemów. Pora na Ciebie. Odpowiedz szczerze na pytanie: czy szkoła dała Ci to, czego poszukują pracodawcy na międzynarodowym rynku pracy

W Polsce to głównie małe i średnie przedsiębiorstwa budują gospodarkę. Umiejętności, których szefowie oczekują po absolwentach szkół średnich oraz wyższych, często są zbyt wygórowanymi wymaganiami, a winę zrzuca się na zamknięty i sztywny system edukacji. Czy słusznie? Jak najbardziej. W szkole szczytem możliwości dla ucznia jest udział w organizacji akademii, apeli, współtworzenia lub współredagowania gazetki szkolnej, wolontariat. Z kolei możliwość realizacji długoterminowych projektów, które wymagają zbudowanie koncepcji, określenia poszczególnych etapów działań, planowania, realizacji i rozliczenia, zarządzanie czasem czy wyznaczanie celów, co dla potencjalnego pracodawcy jest właściwym dowodem na zdolność do współpracy w zespole - to już jedna z baśni Andersena. Piękna, ale fikcyjna.

Cel kulturowy

Drugim z czterech celów edukacji, jakie opisuje Robinson, jest cel kulturowy. Zróżnicowanie kulturowe w naszym społeczeństwie jest oczywiste i ewoluuje, ponadto na co dzień obserwujemy, jakiego rodzaju konflikty mogą dzielić poszczególne społeczności światopoglądowo. Rolą edukacji jest przygotowanie młodych ludzi do tego, jak poradzić sobie z postępującym zróżnicowaniem. Czy dzisiejszy system edukacji w Polsce pomaga zrozumieć tę kwestię?

Cel społeczny

To kolejny cel, który w swojej oddolnej rewolucji podkreśla Ken Robinson. Przypomnij sobie zajęcia z wiedzy o społeczeństwie. Czy nauczyły Cię one konkretnych postaw obywatelskich, czy może polegały na recytowaniu poszczególnych artykułów Konstytucji RP, których za kilka dni już nie pamiętałeś? Cel społeczny zawiera w sobie aktywność i współodpowiedzialność za swoją społeczność - w szkole, w pracy, w rodzinie etc. Szkoła musi stać się przestrzenią, w której takie postawy się praktykuje, a nie wyłącznie wspomina o nich, jeśli w ogóle.

Cel osobisty

Ostatnim z  celów, o którym wspomina Ken Robinson, to cel osobisty. To on zainspirował i zmotywował mówcę do jego wystąpienia na konferencji TED. Robinson jest głęboko przekonany, że „każdy człowiek rodzi się z ogromnymi pokładami naturalnych talentów i że większość z nas traci z nimi kontakt w miarę dorastania, a jedną z głównych tego przyczyn jest edukacja”. Jak ujął to w wystąpieniu:

Istotą edukacji jest relacja pomiędzy uczniem a nauczycielem. Jeśli to nie działa, system nie działa. Jeśli uczniowie się nie uczą, edukacja się nie odbywa. Być może odbywa się coś innego, ale nie jest to edukacja. 

Zmiana w edukacji będzie możliwa dopiero wtedy, gdy relacja uczeń-nauczyciel stanie się tą najlepszą z możliwych oraz najbardziej produktywną. Pomóc może w tym pochylenie się nad aspektem sposobu uczenia się młodych ludzi oraz sposobu pracy najlepszych nauczycieli. Jeśli spotkałeś na swojej drodze nauczyciela, który rzeczywiście był zmianą i inspirował do działania, to jest ten moment - podziel się doświadczeniem. Być może Twoja historia wpłynie na kształt współczesnego systemu edukacji.

Uczenie się

Świadomość tego, że dzieci są uczniami z natury, jest najważniejsza. Chłonny umysł, ogromny apetyt na zdobywanie wiedzy i umiejętności, poszukiwanie - ten piękny bagaż cech zostaje wrzucony w kąt przez zinstytucjonalizowaną edukację, która nierzadko mija się z kreatywnością. Dziś szkoła nie kojarzy się uczniom z przestrzenią, w której mogą czuć się wolni, bezpieczni, realizować swoje pasje. Dziś szkoła to zwyczajny, szary budynek przeznaczony do imputowania wiedzy, która naszym zdaniem jest potrzebna młodym ludziom. Pomyśl, o ile świat byłby piękniejszy, gdyby umożliwiono im rozwój w obszarach, które czują, w których się spełniają, które motywują do zmian, inspirują, aktywizują. 

Nasz mózg to potężne narzędzie, które rozwija się najszybciej w tych obszarach, w których używamy go z radością i entuzjazmem. Ma to odzwierciedlenie w biologii. Nasze ciało całkowicie inaczej reaguje na wyzwania, które są nam narzucone, wywołując niepokój i strach. Zaś przeciwnie dzieje się, gdy sami wybieramy nasze wyzwania, wtedy nasze ciało mobilizuje się i odczuwamy satysfakcję. W edukacji jest podobnie - nauczyciel powinien rozbudzać i podtrzymywać naturalną chęć zdobywania wiedzy przez ucznia, nie odwrotnie.

Nauczanie - wykorzystaj swój potencjał

Dlaczego w pełni zgadzamy się z Kenem Robinsonem? Ponieważ nauczanie jest de facto formą sztuki. Znajomość konkretnego przedmiotu nie zrobi na uczniach żadnego wrażenia, bo tego się od pedagogów oczekuje - znajomości tematu. Sedno tkwi w tym, w jaki sposób nauczyciel wzbudzi zainteresowanie i czy w ogóle, jak zaangażuje ich w aktywne uczestnictwo podczas zajęć, czy podsyci entuzjazm i zaszczepi pasję. Charyzma, autentyczność, bycie systemem i zmianą, a nie tylko jego trybikiem jest kluczem do świetnej relacji z młodymi oraz realnego wpływu na kształt edukacji. 

Pewnie pomyślisz, że ok, w teorii to wszystko brzmi przekonująco, ale jak zrobić to w warunkach, kiedy w klasie uczy się 30 osób? Odpowiedź na to pytanie znajdziesz właśnie w rewolucyjnej książce „Kreatywne szkoły” Robinsona - jest pełna przykładów nauczycieli, którzy często dysponując niewielkimi zasobami i pracując w ubogich społecznościach, dokonali wielkich rzeczy i osiągnęli niezwykłe rezultaty w kształceniu. 

Jak twierdzi Robinson, aby ulepszyć edukację, musimy przede wszystkim skupić się na procesach uczenia się i nauczania oraz na tym, aby stworzyć jak najlepsze warunki dla rozwijania się relacji pomiędzy uczniem a nauczycielem. Jak to zrobić? W tym celu potrzebujemy nowej metafory dla edukacji. To edukacja ekologiczna oparta na modelu rolniczym, składająca się z czterech filarów, tj. zdrowia, ekologii, sprawiedliwości i ostrożności. Chodzi o zmianę sposobu myślenia zarówno o uczeniu, jak i nauczaniu. Jeśli relacja nauczyciel-uczeń będzie się miała dobrze, system tym bardziej. Szerzej o edukacji ekologicznej napiszemy już wkrótce.

Podsumowując: według Robinsona kreatywność to „zdolność do generowania nowych pomysłów i stosowania ich w praktyce”. Jest bezsprzeczną istotą człowieczeństwa i postępu kulturowego, dlatego tak ważne jest, aby szkoły nie tłumiły jej w uczniach, a pielęgnowały i rozwijały kreatywne myślenie i działanie. Nasze życie jest sumą zdobywanych doświadczeń, wypracowywanych perspektyw, dokonywanych wyborów i pasji, które odkrywamy i za którymi podążamy, zatem rozwijanie kreatywności u młodych ludzi jest obligatoryjne dla osiągnięcia wszystkich czterech celów edukacji. Doskonałym przykładem jest Jeffrey Wright, nauczyciel fizyki z Louisville w stanie Kentucky. W swojej pracy wykorzystuje różne techniki, m.in. buduje z uczniami poduszkowce, wysadza w powietrze dynie lub wystrzeliwuje przedmioty z długich rur nie tylko po to, aby wprowadzić element rozrywki podczas zajęć, ale przede wszystkim po to, aby wzbudzić ciekawość omawianych zagadnień, zaintrygować. Poszukuje rozwiązań na poziomie indywidualnym, aby uczniowie zainteresowali się fizyką i ją zrozumieli.

Dlatego kreatywność to potężne narzędzie, które łączy uczniów, nauczycieli, społeczność zaangażowaną w życie szkoły. Dzięki niemu łańcuch dobrych doświadczeń, wrażeń i marzeń jest mocny i efektywny. Kreatywny nauczyciel to kreatywny uczeń. To działa w dwie strony. Pamiętaj - dobrze jest być systemem

 

 

Autorzy: Patrycja Sikora i Dariusz Chrapek